I choć w głębi duszy wszystko mówiło mi, że moje ciało jest przygotowane do takiego biegu, to ja i tak okropnie się bałam. Do tego stopnia byłam zdenerwowana na dzień przed biegiem, że dopadł mnie okropny ból przepony, który promieniował na całą klatkę piersiową.
Dziś już wiem,że nie warto było tak się denerwować 🙂Dużo czytałam o takich biegach, obserwowałam ludzi, którzy biegają. A siebie przygotowywałam (po swojemu) siłowo i wytrzymałościowo. Nie zawsze udawało mi się zrobić zamierzone treningi, które planowałam w tygodniu.
I będę z wami szczera nie chciało mi się robić rozbiegów… No ale musiałam, ponieważ kupiłam nowe buty typowo trialowe, które trzeba było sprawdzić ,rozbiegać i ułożyć stopę w bucie. W sumie moje bieganie kończyło się na trzech treningach do 10 km w miesiącu.
- 1 trening siłowy ( styczeń, marzec, kwiecień)
- 2 godziny jogi (marzec, kwiecień)
- 10 godzin zajęć fitness ( deepWORK, Indoor Walking, Sretching,Trampoliny) – z tym, że nie uczestniczyłam w 100% na tych zajęciach , ponieważ prowadziłam je
Teraz już wiem, że to mi w zupełności wystarczyło żeby bez większego wysiłku zrobić tą trasę w założonym czasie do 3 godzin. Postanowiłam pierwsze 30 minut biegu poświęcić na rozgrzewkę bo spędziłam 4 godziny w aucie i nie miałam czasu na rozgrzewkę przed startem, ponieważ dojechałam dosłownie na 10 minut przed startem. Jak już poczułam po pierwszym podejściu, że jestem rozgrzana ruszyłam w dół i uświadomiłam sobie, że zbieganie nie jest takie złe. Szybko w głowie ułożyłam sobie plan działania na następne 15 km i skrupulatnie realizowałam to. Najważniejszą rzeczą, której się trzymałam to było – nie zatrzymywać się. Tylko w punkcie żywieniowym stanęłam na dwie minuty.
I wierzcie mi lub nie ale naprawdę nie spieszyłam się nigdzie, bo szkoda było, poza tym z tyłu głowy miałam informację, że nie mogę pozwolić sobie na kontuzję ponieważ w poniedziałek muszę być sprawna na zajęciach. Dlatego też jeszcze dokładniej logistycznie planowałam gdzie postawię stopę 🙂
Ale kiedy do mety zostało tylko 5 km, a zegarek pokazywał czas 2:20, wiedziałam,że już nie muszę się spieszyć, bo uda mi się osiągnąć metę na czas bez problemu!!!
Kolana nie bolały, skurcze nie łapały, oddech szybko wracał no normy, a uśmiech nie schodził mi z buzi !!!
Trasy kilku biegów w pewnym momencie się łączyły, więc widziałam jak mnie mijali maratończycy. To był niebywały widok. Doszłam do wniosku, że to nie są ludzie tylko „maszyny do biegania”.
Ale wisienką na torcie były widoki i krajobrazy, o które organizator biegu zadbał.
Widoczność był dobra,a temperatura idealna. Nawet dało się zobaczyć Tatry.
Piękny medal, piękna trasa i umiarkowane zmęczenie – tak mogłam na szybko podsumować mój bieg.
I czekam z utęsknieniem na czerwiec, bo wtedy mam kolejny półmaraton górski.
Jak mi się uda to może jeszcze w tym roku podejmę wyzwanie maratonu górskiego.
Bieganie po górach jest niesamowite, wyjątkowe i jedyne w swoim rodzaju.Często mnie pytacie, skąd ja mam tyle tej energii i motywacji do działania?
No właśnie biorę ją z takich wydarzeń w moim życiu, które dają mi radość i satysfakcję. Dlatego robię w życiu TO a nie coś innego.
Dużo energii dają mi góry – pewnie dlatego kocham góry.Niech moc dobrej energii będzie z Wami 🙂
